Więc kim jest „Zimnv”?

Zimnv to wbrew pozorom nie jedna osoba. Jesteśmy triem i chociaż nazwa wzięła się od mojego nazwiska, to chłopaki są równie odpowiedzialni za to jak gramy co ja. Tak że Zimnv to nasza trójka: Mat Tomasik, Marcin Godek i ja – Kuba Zimny.

Jak zaczęła się ta przygoda… współpraca? Co Was łączy?

Z Matem znam się jeszcze z poprzedniego zespołu Felix the Baker. Kiedy powstawał w mojej głowie, pomysł stworzenia Zimnvego pomyślałem, że o wiele lepiej będzie grać z prawdziwym perkusistą, zamiast jak to pierwotnie miałem w planach maszyną perkusyjną. Zaprosiłem Mata do zespołu, a on z kolei zaproponował dołączenie do nas Marcina, z którym miał okazję poznać się w ramach jeszcze innego bandu.

Skoro już mowa o Waszych związkach z muzyką. Jesteście młodymi ludźmi i śpiewacie głównie o problemach młodych osób XXI wieku. Czy jest to Wasza docelowa grupa odbiorców? Śpiewacie jednak dość bardzo o sobie?

Z tekstami jest tak, że z założenia chciałem robić muzykę popularną, ale też śpiewać o tym, co znam i co mnie w jakiś sposób pozytywny czy negatywny dotyka. A że 8 godzin każdego dnia spędzam w normalnej (niekreatywnej) pracy, mam za sobą etap szukania swojej drogi, kilka nieskończonych kierunków studiów (i jeden skończony), mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu i swoją prawdziwą pasją zajmuję się po godzinach to myślę, że jestem bardzo podobny do wielu ludzi w moim wieku. Tak że nie ma w naszych tekstach świadomego targetowania do odbiorcy. W większości śpiewam o sobie lub o jakieś wizji siebie w innym wszechświecie gdzie życie mi się potoczyło w innym kierunku.

Mam wrażenie, że jeszcze o jedną rzecz muszę, ale to muszę zapytać. Czym jest dla Was mixtape?

To jest ciekawe, bo ja sam z definicją mixtape’a spotkałem się po raz pierwszy stosunkowo niedawno. Całe swoje życie myślałem, że jedynym znaczeniem tego słowa są tworzone w latach 90tych kasety ze zbiorem swoich ulubionych utworów. Sam pamiętam, że będąc nastolatkiem, nagrywałem sobie takie mixtape’y. O tym drugim kontekście usłyszałem, zagłębiając się nieco głębiej w kulturę rapową. Okazało się, że popularną praktyką jest wykorzystywanie muzyki lubianych przez siebie artystów do stworzenia nowego kawałka sztuki: rapowanie czy zaśpiewanie własnych wersów na fragmentach cudzych utworów. Takim przykładem, który od razu przychodzi mi na myśl – jest Nostalgia/Ultra Franka Ocean. To właśnie ta płyta sprzedała mi całą ideę mixtape’a. Wpadłem na pomysł, że warto dać nowe życie zespołom czy artystom, którzy już nie grają. Wybrałem reprezentantów poszczególnych pokoleń: buntowniczych nastolatków z Kumka Olik, bardziej zaangażowany emocjonalnie Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach, reprezentanta wieku średniego Grzegorza Ciechowskiego i finalnie najstarszego w tym gronie Marka Grechutę. Stwierdziłem, że w naszym mixtape’ie chce pokazać drogę od bycia aspirującym artystą „bez przyszłości”, przez uciekanie od sławy aż po finalne dni muzyka.

Zgodzisz się z moim, dość śmiało postawionym stwierdzeniem, że trochę wyśmiewasz całe dzisiejsze realia zza mikrofonu?

Na pewno się z nimi nie zgadzam, trochę buntuje. Wiele aspektów życia, z którymi w dzisiejszych czasach musi się zmagać człowiek wchodzący w dorosłość, to jest z braku lepszego określenia „bullshit”. To, że jednym z największych marzeń sporej liczby młodych ludzi jest dostanie kredytu na mieszkanie, jest przerażające. A to tylko jeden z absurdów, z którymi musimy żyć.

Myślisz, że sztuka w tej całej sytuacji, jest pewnego rodzaju wentylem bezpieczeństwa? Strefą komfortu dla twórcy i odbiorcy?

To jest trochę kij, który ma dwa końce. Z jednej strony dzięki kreatywnej pracy ma się takie poczucie sensu w życiu z drugiej strony, na pewno prościej byłoby wspinać się po kolejnych szczeblach klasycznej kariery zawodowej, zapewnić sobie jak najlepsze życie w warunkach rzeczywistości, jaką się zastało. No ale wydaje mi się, że żyje się dla tych chwil, kiedy się zapominasz i po prostu zatapiasz w jakieś czynności, a to uczucie najczęściej towarzyszy mi przy robieniu muzyki czy graniu koncertów.

Wracając do przyjemniejszych tematów, bardziej kreujesz własną alternatywną estetykę, czy raczej się do niej dopasowujecie?

Kreujemy ale w trochę nieświadomy, chaotyczny sposób. Spory czas przy robieniu muzyki starałem się dopasować do tego, co znałem – pisać teksty jak te, które już gdzieś słyszałem, śpiewać melodie, które kojarzą się z czymś znanym, nie wychodzić poza ramy obranego gatunku. Dopiero odkąd stwierdziłem, że będę akceptował, co wychodzi samoistnie czuję się że tworzę coś na prawdę. Nikogo nie udajemy, śpiewamy, o czym myślimy i gramy co tylko nam przyjdzie do głowy. To jest super uczucie, wydaje mi się, że przez to nie tylko muzyka staje się prawdziwsza, ale i bardziej interesująca.

Śpiewacie o popkulturze, nie boicie się, że Wasza muzyka przez to, że składa się właśnie z takich elementów, ma pewną niepisaną datę ważności?

Wcześniej się nad tym nie zastanawiałem. To prawda, że te dzisiejsze problemy pewnie za kilka lat mogą stracić na znaczeniu. Ale to nic. Plan jest taki żeby robić nową muzykę do grobowej deski a co potem się z nią stanie to już nie nasze zmartwienie

Hah bardzo mi to schlebia. Teksty, śpiew, muzyka czy aranżacja uważasz za element najbardziej przyciągający odbiorców i robi z tej muzyki autentyczne dzieło?

Myślę że na popularność utworu największy wpływ ma muzyka. Wszyscy mamy jakieś playlisty guilty pleasure z super muzyką o pustych tekstach o niczym. Jeśli jednak chodzi o wyniesienie utworu na wyższy poziom dzieła sztuki to niezbędny jest dotykający drugiego człowieka tekst. No chyba że mówimy o muzyce instrumentalnej rzecz jasna 😉

Skoro wspomniałeś o muzyce sensu stricte, czym się inspirujcie?

Mamy w bandzie dość różne gusta tak że może odpowiem za siebie. To się okresowo zmienia w zależności od tego co akurat odkryję. Ostatnimi czasy u mnie królują The 1975, Tyler, the Creator czy George Ezra. Z polskich wykonawców to: Podsiadło, Taco, Król i (wspomniany guilty pleasure)) Young Igi.

Myślisz, że czyje bądź z jakim nasileniem upodobania widać u Was, w „Zimnv” najbardziej?

No powiem szczerze że moje. Oczywiście chłopaki dokładają partie oparte o ich inspirację ale ja jestem odpowiedzialny za kierunek w jakim idziemy. Trochę to też widać po opiniach innych. Spotkaliśmy się z komentarzami że słychać u nas tych moich polskich ulubieńców (Taco czy Podsiadło). Ale spokojnie, z dumą przyjmujemy takie porówniania.

Co dzieje się dalej w Twojej głowie z projektem „Kto”?

Wierzę że to pełnowartościowy projekt, który skrywa w warstwie muzycznej i tekstowej tyle nawiązań do twórczości artystów, których muzykę wykorzystaliśmy, że jako słuchacz można do niego wielokrotnie wracać. Mam nadzieję, że będzie on żył na dyskach czy telefonach jakieś małej grupy osób przez długi czas. Świadomość, że ktoś pobrał mixtape i słucha go sobie jadąc tramwajem jest dla mnie w pełni wystarczająca. Niczego więcej poza tym nie spodziewam się już po tym projekcie. Ale niewątpliwie jesteśmy dumni z chłopakami z tego jak się przyjął.

A jak opisałbyś Wasz nowy singiel, który wychodzi już ósmego lutego? Co jest w nim szczególnego, czym się inspirowaliście?

Jest inny niż to co można było usłyszeć na „Kto?”, na pewno bardziej popowy, trochę bardziej optymistyczny. Celowaliśmy w trochę większe brzmienie z żywą perkusją, dużą ilością syntezatorów. Tym razem produkcją zajął się Bartek Szczęsny odpowiedzialny za debiutanckie albumy takich zespołów jak The Dumplings czy KAMP. W „Dałbym Ci Wszystko” słychać jego rękę i bardzo nam się to podoba.

Nie pozostało mi już nic więcej jak podziękować za rozmowę i życzyć Wam i Waszemu projektowi dużo szczęścia i powodzenia! Bardzo, bardzo dziękuję!

To ja dziękuję za rozmowę. Oby do następnego!

Dokładnie!