Mimo iż jeden z portretów Natalii Znamierowskiej skradł moje serce, nie potrafię zaprzeczyć, że to, co ona wyprawia z aparatem to istna magia.

Kiedy zapytałam Natalię, jak rozpoczęła się jej przygoda z fotografią, odpowiedź była nieco mniej prosta niż moje pytanie. Aparat w jej życiu pojawił się, jak sama wspomina, w czasie, kiedy jeszcze była dzieckiem. Mimo tego pasję odkryła dopiero w 2018 roku, kiedy to była po półmetku technikum na profilu fotograficznym. Był to przełomowy moment, nie tylko dla jej sztuki, ale także w jej życiu.

Fotografia pozwala Natalii otworzyć się na świat, co nietrudno zauważyć w jej dziełach. Charakteryzują się one skupionym kadrem, co bezwzględnie nadaje im niepowtarzalności. Cała estetyka, którą kreuje Natalia, jest po prostu niesamowita. Jednak nie narodziła się ona razem z jej pasją, tylko została wyrobiona, co Znamierowska zawdzięcza m.in. swoim eksperymentom i swoją odwagą do podejmowania tych prób.

Można by się pokusić o stwierdzenia, że fotografia jest mi moją małą terapią. Czuje się lepiej, lubię jak pochłania mnie całkowicie.

Oprócz wcześniej wspomnianej genialnej estetyki, jej dzieła to splot emocji i dynamiki zamkniętej na obrazie. Inspiracje Natalia czerpie z kolorów, szeroko pojętego „fashion” i ludzi, jak na ironię, to właśnie sprawia jej najwięcej problemów.

Natalia to chodząca ambicja. Sama często wspomina o tym, że planuje ulepszać swoje umiejętności. Mnie samej jest to trudno sobie nawet wyobrazić, gdyż jej zdjęcia z każdą chwilą stają się coraz bardziej profesjonalne i zaskakujące pod względem perfekcji czy estetyki.