Właśnie pije kawkę.

Jeszcze papierosa spalę.

I możemy zaczynać…

Remigiusz Jabłecki

Jak to się zaczęło? Jak w Twoim życiu pojawiła się sztuka?

Już w dzieciństwie mama zapisała mnie do szkoły tańca, niestety po czasie okazało się, iż nie jest to historia dla mnie. Lekcje plastyki, zajęcia pozalekcyjne, stanowiły dla mnie oazę wolności i zabawy, potem pojawiła się osoba Lady Gagi i tak się zaczyna ta historia.

Czy możesz się określić pod względem tego, co tworzysz?

Tworzę głównie malarstwo, ale ostatnio dużo eksperymentuję, z różnymi technikami, cały czas poszukując własnego środku materii i przekazu. Dużo tego jest od szkicu przez instalacje do obrazów, długa droga.

Co starasz się przelać na płótno?

Własne przemyślenia, emocje, spostrzeżenia. To jak dialog ze wszystkim, co nas otacza. Wykorzystuje malarstwo, jako lekarstwo na zakrzywioną rzeczywistość. Dzięki niemu mogę być sobą.

Skoro starasz się leczyć malarstwem, pozwól, że zapytam jakie są okoliczności, w których powstają Twoje dzieła?

Kiedy mieszkałem w Polsce, wykorzystałem negatywność, którą społeczeństwo wylewało na mnie wiadrami, był to motor napędowy, który motywował mnie, dodawał siły, a przede wszystkim był walką o zrozumienie.

Czy zawsze kończysz swoje dzieła? Zawsze dochodzisz do tego „finału” czy swojego pełnego zadowolenia z dzieła?

Nie zawsze dochodzi do finału, zazwyczaj jest to moment, w którym staram się uchwycić harmonię między elementami obrazu. Zadowolenie pojawia się bardzo rzadko, raczej rozczarowania, które motywują do dalszych poszukiwań i rozmyślań.

Skoro już o tym mówimy, to Twoje prace wydają się dość odważne, a także często trudne do zrozumienia, w związku z tym, zdarzyło Ci się mieć z tego powodu nieprzyjemności, zwłaszcza w bliskim środowisku?

Owszem, wiele osób nie rozumie mojej twórczości, a w zasadzie finału, czyli gotowego produktu. Kiedy odsłaniam warstwy takie jak inspiracje, znaczenie, symbolikę cała myśl staje się o wiele prostsza do zrozumienia, jest to moment, kiedy następuje dialog między ideą a odbiorcą. To wizja poszukiwania i angażowania odbiorcy do obserwowania świata, który reprezentuje.

Jak silny wpływ ma popkultura na Ciebie i Twoją twórczość?

Popkultura to przede wszystkim coś ogromnego w dzisiejszych czasach. Staram się za nią nadążyć, bo z dnia na dzień się zmienia, kreuje trendy, wciąga nowe charaktery, tworzy jeszcze większą machinę.

Czy żywe kolory w Twoich dziełach są częścią estetyki, czy środkiem przekazu?

Myślę, że jest to cześć estetyczna, moje przekonanie na temat koloru, idea, którą eksploruje. W szczególnych znaczeniach używam koloru jako środka przekazu.

Jakie są Twoje artystyczne ambicje?

Dostanie się na studia, dalsze tworzenie i dalsze obrazy, stawianie sobie poprzeczek i realizowanie ich.

Pytanie już na koniec. Twoja przeprowadzka z Zielonej Góry do Edinburgh miała jakiś wpływ na twórczość?

Ogromny, uczę się życia, odkrywam siebie, mój personalny styl. Przeprowadzka dała mi zrozumienie świata, jego okrucieństwa, piękno i wyjątkowość. Życie to wolność, która jest fundamentem mojej twórczości, Edynburg oferuje mi ją nieustannie. To wyjątkowe miejsce dla mnie i mojego serca.

Brzmi piekielnie romantycznie, niestety to już wszystko ode mnie i nie zostało mi nic więcej jak życzyć Ci powodzenia.

Ja chcę bardzo podziękować! Za ogrom pracy, jaki włożyłaś w ten wywiad!