Kamila to bardzo skromna osoba, która po cichu tworzy swoje dzieła. W zasadzie mieliście już okazję poznać moją rozmówczynię, gdyż była częścią projektu „El Sufrimento”, a teraz można poznać ją od kompletnie innej i równie zaskakującej strony.

Czy jest dla Ciebie bodypainting i make-up art?

Dopiero od niedawna zajmuję się tą formą „sztuki” i jest to na pewno jedna z opcji, aby połączyć zdolności manualne z ciałem człowieka, które jest po prostu piękne samo w sobie.

Czyli na pewno doskonale pamiętasz, jak rozpoczęła się Twoja przygoda z tym?

Pierwsze makijaże wykonywane na kimś i dla kogoś, to były te przy okazji projektu Zuzy Skiby „El sufrimiento„. Zawsze coś tworzyłam, ale z makijażem dopiero zaczynałam i bardzo zdziwiłam się, kiedy Zuzia poprosiła mnie o pomoc w projekcie. Dziwnie się czułam z tytułem makijażystki, ale może też dzięki temu uwierzyłam w siebie i moje zdolności.

Do zagadnienia tego projektu jeszcze wrócę, ale skoro już o tym mówisz. Uważasz, że bodypainting i make-up art jest sztuką użytkową, a nie tylko wizualną?

To zawsze jest trudna kwestia, gdyż trzeba sobie znowu zadać pytanie „po co nam sztuka?”. Bodypainting zaliczyłabym do sztuki wizualnej, ale makijaże bardziej do sztuki użytkowej, tutaj wszystko zależy od rodzaju wykonanego makijażu. Na pewno są to formy, które bardzo aktywują uczestnika, czyli po prostu osobę, którą maluję. Ja zawsze robiłam rzeczy zaliczane raczej do sztuki użytkowej. Chociaż myślę, że sztuka to zbyt wielkie słowo.

Czy to, czym się zajmujesz to według Ciebie szanowana dziś dziedzina sztuki?

Na pewno bardziej szanowana i doceniana niż jeszcze kilka lat temu. Widać to nawet po mediach społecznościowych, np. ogromny sukces ostatniej gwiazdy internetu, czyli Jamesa Charlesa. Ludzie zachwycają się makijażami i bodypaintingiem. Są też sceptycy, którzy uważają, że jest to zupełnie bezsensowne i egocentryczne. Sama zmagałam się z opiniami osób, które twierdziły, że poświęcanie czasu na makijaż czy paznokcie to zupełna strata czasu, a ja jestem pewnie zadufana w sobie.

Takie negatywne opinie Cię motywują czy wręcz przeciwnie?

Wiadomo, że każda negatywna opinia sprawia, że zaczynasz kwestionować swoje umiejętności. Pojawia się myśl „a może faktycznie nie powinnam tego robić i publikować, bo to jest brzydkie i nie ma wartości”. Od młodych lat wytworzyłam w sobie pojęcie estetyki, które z czasem przerodziło się wręcz w pedantyzm. To pozwala mi pozostać przy stwierdzeniu, że może to, co zrobiłam, nie spodoba się wszystkim, ale co do schludności i dokładności jestem pewna. Trzeba się skupiać na swoich dobrych stronach i nie pozwolić sobie wmówić, że tego nie potrafimy. Na pewno nie podobają mi się bardzo komentarze niekonstruktywne, wręcz obrażające, których w internecie jest pełno na każdy temat.

Czy właśnie taka dokładność jest największą cnotą, w tym czym się zajmujesz? (może być ważniejsza nawet od kreatywności?)

Dokładność jest bardzo ważna, może nawet najważniejsza, tym bardziej, jeśli to jest makijaż dla kogoś, do projektu. Wtedy muszę zrealizować czyjąś wizję. Kreatywność schodzi na drugi plan, ale za to jest niezwykle ważna przy spełnianiu moich własnych zamysłów.

Czy wyrażasz siebie, poprzez to co robisz?

To na pewno. Mogę się uzewnętrznić, tym bardziej w pracy z własną osobą. Często trudne jest przekazanie naszego charakteru i wizerunku innej osobie podczas spotkania, więc myślę, że gdy ludzie oglądają potem moje prace, to mogą się dowiedzieć o wiele więcej.

Gdzie początek mają Twoje prace? I co się dalej z nimi dzieje?

Jestem osobą, która musi mieć w życiu wszystko dokładnie rozplanowane, ale akurat w makijażach i bodypaintingu nie przykładam wagi do wstępnych projektów. Nie tworzę poglądowych rysunków, robię wszystko „na żywca”. Więc początek mają w mojej głowie. Dalej to już wykonuję je na modelu czy modelce, a potem to zależy od sytuacji. Na razie większość moich prac robię dla siebie, aby tworzyć portfolio (w tym wypadku świetnie sprawdza się Instagram, który ostatnimi czasy jest miejscem publikacji wielu projektów i dzieł artystycznych). Jeśli są to makijaże dla kogoś, np. dla fotografa, to daję mu pełną swobodę wykorzystywania mojej twórczości.

Co Cię inspiruje?

Wiedziałam, że pojawi się takie pytanie i trochę się go bałam. Trudno w moim przypadku określić, co jest inspiracją. Myślę, że nie mam jeszcze na tyle wytworzonego zmysłu kreacji, żeby czerpać inspirację z całokształtu otaczającego mnie świata. Oglądam raczej prace innych ludzi, ich obrazy lub makijaże. Znowu pomocny tutaj jest Instagram, bo mogę wyszukać nie tylko te najpopularniejsze i wymuskane prace znanych osób, ale także dzieła ludzi mniej znanych i początkujących, takich jak ja. Ostatnio w kwestii mojego ideału piękna i sposobu jego pokazywania główną inspiracją jest Johanna F. Herrstedt.

Czy to, czym się zajmujesz, jest wymagające od strony technicznej? bo na takowe wygląda.

Tak i to bardzo. Muszę mieć pełen zasób narzędzi (pędzle, kosmetyki, farby do ciała, oświetlenie). Dlatego też początki są najtrudniejsze, bo większość współprac jest darmowa i sama muszę opłacić wszystkie komponenty, które do tanich nie należą. Dodatkową przeszkodą w moich własnych projektach jest strona fotograficzna, gdyż nie czuję się fotografką ani nie mam profesjonalnego sprzętu, więc uwiecznianie samej tego, co stworzyłam, jest dość wymagające i kłopotliwe.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem?

Przełamanie bariery wstydu. Ale nie mojej, tylko osób, z którymi pracuję. Zagwarantowanie im komfortu, tym bardziej przy bodypaintingu obejmującym większy obszar ciała niż twarz. Ja nie mam problemu z ciałem ludzkim i obcowaniem z nim. Może to też dlatego, że od małego uczęszczałam na treningi pływackie i pokazywanie się w kostiumie bardzo pomogło mi w oswojeniu się z tym wszystkim. Zauważyłam, że ludzie bardzo wstydzą się tego, że patrzę na ich twarz lub ją dotykam. Dla mnie jest to po prostu element pracy i staram się, żeby nie sprawiało im to dyskomfortu.

Byłaś częścią wcześniej wspomnianego projektu El Sufrimiento Zuzanny Skiby, czy właśnie z tym wiążesz swoją przyszłość w bodypaintingu i make-up arcie, czy jednak była to przygoda?

Myślę, że tak. Tworzenie dla innych, np. pod sesje. Tym bardziej z uwagi na to, że, jak już wcześniej wspomniałam, sama nie czuję się wykwalifikowana, żeby robić zdjęcia. Bardzo mnie to cieszy, gdy widzę mój makijaż ciekawie sfotografowany czy wykorzystany. Wtedy czuję, że to nie jest po prostu ładne, ale że też się do czegoś przydało, było częścią wizji kilku osób.

To wszystko ode mnie. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę, Kamila i życzę kolejnych sukcesów, którym będziemy się przyglądać.

Także dziękuję bardzo.